Lista usterek na budowie: od zgłoszenia do odbioru, żeby nie było sporów
W środę wieczorem na grupowym czacie ktoś pisze: „a ta rysa przy słupie na czwartym, poprawiona już?". Od tego momentu trzy osoby przewijają w górę, szukają zdjęcia, trafiają na inne zdjęcie innej rysy, a w końcu ktoś stwierdza, że chyba malarze byli tam w zeszłym tygodniu.
Odbiór jest w czwartek rano.
Drogie w tej historii nie jest samo pęknięcie. To pół dnia roboty i materiał za trzydzieści euro. Drogie jest to, że nikt nie potrafi pokazać, kiedy je zauważono, komu o nim powiedziano i czy ktoś odebrał naprawę. Bez takiego zapisu sprawa rozstrzyga się inaczej: wygrywa ten, kto ma lepszą pamięć i twardszy głos. Zwykle płaci właściciel obiektu.
Dlaczego dochodzi do sporu
Lista usterek rzadko zawodzi dlatego, że ktoś nie wie, co trzeba poprawić. To zwykle wiedzą wszyscy. Problem leży w zapisie.
Najczęściej brakuje autora i daty. „Powiedziałem mu na miejscu" nie jest zapisem, a dwa tygodnie później obie strony pamiętają inaczej i obie pamiętają w dobrej wierze. Brakuje też terminu, a usterka bez daty, do której ma być gotowa, jest tylko życzeniem: nie ma punktu odniesienia, żeby powiedzieć, że się spóźnia.
Na końcu brakuje zdjęcia. Nie byle jakiego, tylko zrobionego telefonem w chwili wykrycia, zanim ktokolwiek przy tym majstrował. Ono pokazuje stan taki, jaki naprawdę był, i dlatego waży więcej niż trzy strony opisu. Bez niego rozmowa to słowo przeciwko słowu, a w takiej rozmowie wygrywa ten bardziej uparty.
Dalej pokazuję, jak wygląda prowadzenie takiej listy w Construction Team. Demo poniżej przechodzi przez całe życie jednej usterki.
ConstructionTeamSzukaj dokumentów, kontrahentów, umów...⌘KNowy z pliku18ADAdministrator Demo
Listy usterek
Plac budowy / Usterki
Otwarte
2
W trakcie
1
Gotowe do odbioru
1
Zamknięte
2
Po terminie
2
Wszystkie usterki ze wszystkich budów w jednym miejscu: kto co ma naprawić, do kiedy i które terminy już minęły. Czerwony kolor to nie ozdoba - to te dwie przeterminowane pozycje policzone w karcie powyżej.
Usterka z bliska
Każda usterka to osobny wpis ze swoim numerem, a numer składa się z kodu obiektu: dla obiektu o kodzie LOZ usterki idą DEFLOZ-001, DEFLOZ-002 i dalej. Drobiazg na pierwszy rzut oka, ale na budowie się sprawdza. Numer pisze się kredą przy samej rysie, a potem odnajduje na liście w kilka sekund.
Przy zakładaniu obowiązkowe są dwie rzeczy: obiekt i tytuł. Reszta wypełnia się, jeśli jest już znana, a jest tego sporo: podobiekt, kondygnacja i oś w wolnym tekście, osoba odpowiedzialna, podwykonawca, termin, kategoria, priorytet. To, że obowiązkowe są tylko dwa pola, to celowa decyzja. Usterka założona w biegu, gdy ktoś obchodzi kondygnację, robi więcej dobrego niż usterka, która w ogóle nie powstała, bo formularz zażądał dwunastu rzeczy, a obchód musiał iść dalej.
Zdjęcia wysyłają się na serwer dopiero, kiedy wpis już istnieje. Na budowie ze słabym zasięgiem to różnica między zakończonym obchodem a obchodem, który utknął na trzecim piętrze.
Jeśli obiekt ma wgrane rysunki, usterkę można też przypiąć pinezką bezpośrednio na planie. Wtedy miejsca nie opisuje się słowami, tylko się je pokazuje, a pole lokalizacji wypełnia się samo.
Gotowe nie znaczy odebrane
Statusów jest pięć: otwarta, w trakcie, gotowa do odbioru, zamknięta i odrzucona. Ruch między nimi nie jest dowolny. Ze statusu „gotowa do odbioru" wychodzi się tylko w dwóch kierunkach: odbiór albo zwrot do poprawy.
Nie chodzi tu o zamiłowanie do procedur. Wykonawca oznacza usterkę jako gotową; zamknięcie zostaje dla tego, kto odpowiada za jakość, a system zapisuje, kto ją odebrał i kiedy. Jeśli obie czynności zejdą się w jednych rękach, usterkę zamyka ten sam, kto ją naprawił, i zapis przestaje cokolwiek dowodzić.
Po terminie jest usterka z minionym terminem, która wciąż nie jest zamknięta ani odrzucona. Odebrana przestaje liczyć się jako po terminie, choć data zostaje ta sama. Każdego ranka o siódmej wychodzi przypomnienie o terminach, które się zbliżają albo już minęły, a na ile dni do przodu patrzeć, da się ustawić.
Lista dla podwykonawcy
Poza listą na ekranie jest też eksport dla konkretnego wykonawcy: PDF z jego usterkami według bieżących filtrów, ze zdjęciami i z odpowiednimi arkuszami rysunków. To jest dokument, który trafia do firmy od glazury, zamiast przesyłać jej czternaście wiadomości z czterech różnych dni. Komentarze do usterek celowo do niego nie trafiają, bo to wewnętrzna kuchnia, a dokument wychodzi na zewnątrz.
Jest też pole na przewidywany wpływ finansowy, czyli ile będzie kosztować usunięcie. Nie jest obowiązkowe, ale kiedy jest wypełnione, rozmowa o potrąceniu z kolejnego protokołu zaczyna się od liczby.
Dokąd sięga
Importu z pliku nie ma. Usterki zakłada się w systemie; eksport jest, do Excela, CSV albo PDF, ale w drugą stronę drogi nie ma. Starą listę w arkuszu przenosi się ręcznie, a jeśli obiekt jest już przy końcu i w jednym pliku siedzi czterysta wierszy, to dzień roboty i dobrze to wiedzieć z góry.
Lista nie zastępuje protokołu odbioru. Jest narzędziem roboczym, które do tego protokołu prowadzi.
I nie rozstrzyga, kto zawinił. Zapisuje, kto co powiedział i kiedy, tyle. Jak rozłoży się odpowiedzialność, zostaje rozmową między ludźmi, tylko że rozmową z datami.
Kiedy się to opłaca
Prowadzenie takiej listy opłaca się w chwili, gdy założenie jednej usterki zajmuje mniej czasu niż spór, któremu zapobiega. Dlatego dwa obowiązkowe pola i numer, który składa się sam, robią więcej dobrego niż szczegółowy formularz, którego nikt nie wypełnia, kiedy pada deszcz, a telefon trzyma się jedną ręką.
A pytanie ze środowego wieczoru ma odpowiedź w trzydzieści sekund: data założenia, zdjęcie z tamtego dnia i nazwisko osoby, która odebrała naprawę.
Powiązane artykuły
- Zarządzanie podwykonawcami w budownictwie - usterki według podwykonawcy i zwalnianie kwot zatrzymanych
- Zarządzanie ryzykiem w budownictwie - gdy usterka staje się ryzykiem
Najczęściej zadawane pytania
Kiedy zakłada się usterkę, a kiedy wystarczy powiedzieć majstrowi?
Jeśli usunięcie zależy od innej osoby albo od innej firmy, zakłada się wpis. To, co powiedziane na głos, nie ma daty, nie ma autora i nie da się tego sprawdzić dwa tygodnie później. Drobiazgi, które poprawia się na miejscu w minutę, nie są warte zapisu.
Kto powinien zamykać usterkę - ten, kto ją usunął?
Lepiej nie. Wykonawca oznacza usterkę jako gotową do przeglądu, a zamknięcie zostaje dla osoby odpowiedzialnej za jakość. Na osi czasu zapisuje się, kto ją odebrał i kiedy. Jeśli obie czynności są w jednych rękach, zapis przestaje cokolwiek znaczyć.
Dlaczego prowadzić to w systemie, a nie na grupie na czacie?
Czat nie ma statusu, nie ma terminu i nie odpowie na pytanie „które usterki wciąż są otwarte na tej klatce". Trzy miesiące później przeszukiwanie historii czatu kosztuje więcej niż prowadzenie listy.
Co się dzieje, jeśli termin minie?
Usterka podświetla się na czerwono i wchodzi do licznika po terminie. Poza tym każdego ranka wychodzi przypomnienie o terminach, które się zbliżają albo już minęły, ale tylko dla niezamkniętych usterek.